Wojna o psychoanalizę
Dlaczego po 87 latach wciąż próbujemy zabić Freuda? Z czego wynika ta potężna, powracająca co kilka lat fala oporu przed psychoanalizą w opinii publicznej – czy to lęk przed uznaniem istnienia nieświadomości, czy raczej tęsknota za szybkimi, powierzchownymi rozwiązaniami, które obiecuje kultura instant?
7/19/20264 min read


Na łamach „Gazety Wyborczej” rozegrała się niedawno kolejna odsłona wiecznotrwałej bitwy o psychoanalizę. Najpierw ukazał się wysoce stronniczy paszkwil autorstwa Kaspra Kalinowskiego, pełen zakorzenionych w ubiegłym wieku uproszczeń. Niedługo później Polskie Towarzystwo Psychoanalityczne (PTPa) opublikowało merytoryczną odpowiedź, prostującą publicystyczne fantazje autora.
Ta dyskusja sprowokowała mnie do przyjrzenia się mechanizmom, które napędzają lęk przed myśleniem psychoanalitycznym. Dlaczego ta dziedzina wciąż budzi tak skrajne emocje?
Efekt Kopernika, czyli jak nienawiść buduje pomniki
Kalinowski w swoim tekście krytykuje Zygmunta Freuda za „ogromne ego” i rzekomo aroganckie porównywanie się do Darwina czy Kopernika. Tutaj pojawia się piękny, psychologiczny paradoks.
Mamy rok 2026. Od śmierci twórcy psychoanalizy minęło dokładnie 87 lat. Jeśli jego teorie są dziś wyłącznie historyczną ramotą bez wartości, dlaczego ogólnopolski dziennik wywleka je na pierwszą stronę, by dokonać publicznego linczu na ich autorze?
Działanie krytyków przynosi odwrotny skutek. Atakując Freuda z taką zaciekłością niemal wiek po jego śmierci, stawiają go dokładnie w tym samym szeregu, w którym stoją Darwin, Kopernik, a nawet Jezus z Nazaretu. Nikt nie pisze pełnych furii paszkwili na autorów niszowych, zapomnianych dzieł literackich z przełomu XIX i XX wieku. Do tekstów Freuda przeciwnicy wciąż podchodzą z nabożnym lękiem – niczym inkwizycja do Biblii – podczas gdy zwolennicy nieustannie badają ich głęboki, współczesny sens.
Paradoks ojcobójstwa: Instrukcja obsługi według Freuda
Krytycy tacy jak Kalinowski żyją w fantazji, że współczesna psychoanaliza to skostniała sekta, która traktuje pisma swojego twórcy jak nienaruszalny dogmat. Nic bardziej mylnego. To właśnie Freud dał swoim następcom jednoznaczne przyzwolenie na porzucenie ortodoksji. W O historii ruchu psychoanalitycznego pisał wprost:
„Kompleks Edypa ma znaczenie czysto „symboliczne”: matka oznacza w nim to, co nieosiągalne, czego należy się wyrzec w interesie cywilizacji; ojciec, który zostaje zabity w micie o Edypie, to ojciec „wewnętrzny”, od którego trzeba się uwolnić, aby stać się niezależnym”.
Dla każdego, kto decyduje się pójść ścieżką psychoanalizy, oznacza to jedno: aby odnaleźć własne miejsce w tym świecie, trzeba symbolicznie „zabić ojca”. Czyli przekształcić teorie Freuda, ulepszyć je i dostosować do współczesnych czasów. Ten proces toczy się nieprzerwanie od dziesięcioleci.
Jak celnie zauważa Patrick J. Mahony w artykule Freud’s Cases: Are They Valuable Today?:
„Czyż Freud nie mówił, że jego najlepszym uczniem jest ten, kto potrafi wnieść własny, niezależny wkład do naszej nauki?”.
Pluralizm współczesnej psychoanalizy – fakt, że na seminariach studiujemy autorów, którzy regularnie sobie zaprzeczają – nie jest błędem w matriksie. To dowód na to, że analitycy odrobili lekcję z Edypa. Krytycy tymczasem desperacko próbują zabić Freuda „zewnętrznie”, bo nie potrafią pojąć, że jego uczniowie zrobili to już dawno na poziomie symbolicznym, dając tej nauce nowe życie.
Mit chochoła: Hipnoza i lęk przed nauką
Wśród największych bzdur, jakie padły w artykule Kalinowskiego, królują dwa stwierdzenia:
„Stosowane przez psychoanalityków próby „odzyskiwania" rzekomo wypartych wspomnień za pomocą hipnozy lub specyficznych technik terapeutycznych często kończą się produkcją fałszywych wspomnień”.
Sugerowanie, że współczesna psychoanaliza opiera się na detektywistycznym tropieniu wspomnień za pomocą hipnozy, to głęboka niewiedza. Praca analityczna skupia się na badaniu nieświadomych mechanizmów obronnych i dynamiki relacji tu i teraz, a nie na seansach hipnotycznych rodem z XIX-wiecznego Wiednia.
Drugi zarzut dotyczy rzekomej wrogości analityków wobec nauki:
„Psychoanalitycy byli też niechętni randomizowanym badaniom klinicznym [...]. Ich zdaniem metoda „podwójnie ślepej próby" jest błędna, ponieważ próbuje wyeliminować znaczenie umiejętności klinicznych...”.
To stwierdzenie całkowicie ignoruje dekady współczesnych badań empirycznych.
Co na to fakty? Badania i twarda waluta
Polskie Towarzystwo Psychoanalityczne w swojej odpowiedzi przytoczyło twarde dane, które wybijają krytykom z rąk argumenty o „nienaukowości”:
Randomizowane badania kliniczne (RCT): Skuteczność psychoanalizy jest doskonale udokumentowana empirycznie przez badaczy takich jak Peter Fonagy, Gilles Ambresin, David Taylor czy Horst Kächele.
Uznanie i refundacja: Niemiecka Centralna Rada Naukowa na podstawie wieloletnich badań uznała status psychoanalizy. W efekcie państwowe i prywatne ubezpieczenia w Niemczech od dekad finansują to leczenie. Podobnie dzieje się w Austrii, Norwegii, Holandii, Wielkiej Brytanii oraz w wielu stanach USA (np. Nowy Jork, Kalifornia, Massachusetts).
Efekt uśpienia (Sleeper effect): Przegląd badań Lecha Kality i Magdaleny Chrzan-Dętkoś potwierdza unikalną cechę terapii psychoanalitycznej. Poprawa i zmiana strukturalna przybierają na sile już po zakończeniu procesu.
Trwałość matrycy: Jak pokazała prof. Marianne Leuzinger-Bohleber podczas konferencji PTPa w maju 2026 roku, prezentując długoterminowe badania LAC oraz MODE, psychoanaliza osiąga najtrwalsze efekty w leczeniu głębokich zaburzeń osobowości (w tym borderline), przewlekłej depresji po traumie, zaburzeń psychosomatycznych i zaburzeń odżywiania. Wynika to z faktu, że prowadzi do rzeczywistych zmian strukturalnych w osobowości, a nie jedynie do czasowego zaleczenia objawów.
Umysł jako wrażliwe narzędzie, a nie algorytm
Psychoanaliza różni się od podejść dyrektywnych tym, że odrzuca sztywne algorytmy postępowania. Pacjent jest niepowtarzalną strukturą. Teoria działa w tle, uwrażliwiając jedynie percepcję analityka.
PTPa przypomina o jeszcze jednym kluczowym aspekcie: nieświadomy udział terapeuty w procesie (przeciwprzeniesienie) jest zjawiskiem powszechnym w każdym nurcie. Jedynie psychoanaliza otwarcie to przyjmuje, monitoruje i czyni z tego główne narzędzie pracy.
Aby to narzędzie nie raniło, szkolenie psychoanalityczne musi być rygorystyczne. Obejmuje ono:
Analizę własną: Trwającą minimum 6 lat, w wymiarze 4 sesji w tygodniu, rozpoczętą na minimum 1 rok przed samym szkoleniem [w przypadku psychoterapii psychoanalitycznej jest to min. 5 lat psychoterapii psychoanalitycznej lub psychoanalizy w wymiarze 3 sesji w tygodniu, z początkiem na co najmniej 1 rok przed złożeniem wniosku o przyjęcie na szkolenie - wnioski 'młodszych' analizandów nie są przyjmowane!]
Seminaria teoretyczne i kliniczne: Przez minimum 5 lat adept uczy się poruszania w pluralistycznej gęstwinie teorii, które nierzadko sobie zaprzeczają, by wykształcić własną tożsamość analityczną. Zaręczam, po ostatnim półroczu, w trakcie którego wałkowaliśmy właśnie teorie Freuda, że krytyka ściele się gęsto i że tego się od nas wręcz oczekuje!
Praktykę pod superwizją: Prowadzenie dwóch długoterminowych procesów pod cotygodniową kontrolą superwizora, plus prowadzenie innych procesów w trakcie szkolenia, materiał z których jest omawiany w trakcie seminariów klinicznych.
Podsumowanie
Wojna o psychoanalizę w gruncie rzeczy nie jest wojną o naukę, bo tę bitwę analitycy dawno wygrali w laboratoriach i klinikach całego świata. To wojna o tolerancję na niepokój, bezbronność i uznanie, że ludzki umysł nie jest arkuszem kalkulacyjnym, który da się naprawić prostym algorytmem w pięć sesji. Próby uśmiercenia Freuda będą trwały nadal – i dobrze. Świadczą one jedynie o tym, że stworzona przez niego dziedzina wciąż dotyka miejsc, które świat usilnie próbuje wyprzeć.
Gabinet
Adres
Office 6F, Regus House, 4 Admiral Way, Sunderland, SR3 3XW
Oraz
Online - Zoom & GoogleMeet
Godziny pracy
Wizyty wyłącznie po wcześniejszym uzgodnieniu e-mailem
