Mniej znane następstwa bariery językowej - gdy dziecko staje się głosem rodzica
W świecie emigracji język staje się nie tylko narzędziem komunikacji, ale potężnym wyznacznikiem władzy w rodzinie. Kiedy dziecko przejmuje rolę „głosu” swoich rodziców, wchodzi na ścieżkę, która może trwale zmienić jego konstrukcję psychiczną. Zjawisko, o którym piszę, jest niezwykle subtelną, a jednocześnie niszczącą formą „ukrytej przemocy”. Czy dotyczy również Twojej rodziny?
Karolina Kalisz
5/15/20263 min read
Emigracja to proces pełen wyzwań, w którym jedną z najtrudniejszych barier do pokonania jest język. Często obserwujemy w rodzinach przesiedlonych specyficzną dynamikę: rodzice, mimo lat spędzonych w nowym kraju, z trudem radzą sobie z miejscowym językiem, podczas gdy ich dzieci – dzięki szkole i rówieśnikom – stają się w nim w pełni biegłe.
Wydaje się to naturalnym ułatwieniem. Skoro córka lub syn „mówią lepiej”, niech pomogą w banku, u lekarza czy w szkole. Jednak jako psycholog i psychoterapeuta, muszę głośno powiedzieć: to nie jest tylko „pomoc”. To mechanizm, który może odebrać dziecku dzieciństwo.
Pułapka odwróconych ról (Parentyfikacja)
Kiedy 11-letnia dziewczynka tłumaczy lekarzowi rodzinnemu szczegóły problemów z prostatą ojca lub opisuje myśli samobójcze mamy, dochodzi do drastycznego naruszenia granic. Dziecko zostaje dopuszczone do intymnego świata dorosłych, do którego nie ma kluczy emocjonalnych ani rozwojowych.
Jednak prof. Katarzyna Schier, najwybitniejsza polska badaczka zjawiska parentyfikacji, zwraca uwagę, że problemem jest nie tylko treść tych rozmów, ale sama rola facylitatora. Nawet jeśli dziecko tłumaczy „neutralne” kwestie, to ono staje się tym, który „wie lepiej”, który kontroluje przepływ informacji, od którego zależy sukces życiowy rodzica. To klasyczna parentyfikacja, czyli odwrócenie ról w rodzinie.
Ślady, które zostają na lata
Zjawisko to jest traumą o charakterze utajonym. Jak pisze Schier:
„Odwrócenie ról może też pozostawić ślady w sposobie tworzenia relacji z innymi ludźmi, może opóźniać lub zaburzać przyjmowanie ról związanych z wchodzeniem w związki miłosne, zakładania własnej rodziny, utrudniać proces separacji-indywiduacji”.
Dziecko, które musiało być „dorosłe” dla swoich rodziców, często w dorosłości nie potrafi być „wolne” dla siebie. Jako dorośli, tacy ludzie mogą cierpieć na:
Depresję i stany lękowe: Badania wykazują, że zwłaszcza parentyfikacja ze strony matki jest silnym predyktorem depresji w dorosłości.
Problemy psychosomatyczne: Chroniczny stres bycia „strażnikiem rodziny” uderza w ciało. Pojawiają się bóle somatoformiczne, zaburzenia obrazu własnego ciała i stany ciągłego napięcia.
Fobie społeczne: „Dzieci dzielne, dorosłe i dobre” często rozwijają strukturę tzw. fałszywego self. W znacznym uproszczeniu - nie są sobą, ba - nawet nie wiedzą, co to znaczy być sobą, czy kim mogłyby wówczas być. Pozostają w roli. Cierpią w osamotnieniu, czując, że muszą być idealne, by zasłużyć na miłość.
Dlaczego rodzice to robią? Mechanizm międzypokoleniowy
Ważne jest, by zrozumieć, że rodzice rzadko robią to ze złej woli. Często sami są ofiarami własnej przeszłości. Prof. Schier zauważa, że parentyfikacja obejmuje często trzy pokolenia. Rodzice, którzy sami byli traktowani przedmiotowo przez swoich opiekunów, nieświadomie powtarzają ten schemat.
I to właśnie z uwagi na brak świadomości, pomoc psychologiczna dla sparentyfikowanych dzieci często dociera zbyt późno – często dopiero wówczas, gdy jako dorośli nie mogą już dłużej dźwigać swojego brzemienia.
Jeśli bowiem dziecko zostanie objęte porządnym wsparciem psychoterapeutycznym wcześniej, w trakcie psychoterapii może ujawnić się pewne bolesne, nieświadome zjawisko: Rodzic zaniedbujący dziecko może przejawiać dużą zazdrość, a nawet zawiść w związku z bliskością emocjonalną dziecka z terapeutą. Z relacjami tak już jest, że dość skutecznie odbieramy (przy pomocy naszej nieświadomości) nieświadome komunikaty bliźnich. Dzieci nie są pod tym względem wyjątkiem. W opisywanej sytuacji, dziecko - samo nie wiedząc dlaczego - może zacząć wycofywać się z relacji terapeutycznej, na podłożu nieświadomego poczucia, że wchodząc w nią, krzywdzi rodzica, czy też w jakiś sposób go zdradza.
Słowo przestrogi dla rodziców na emigracji
Drogi Rodzicu, wiem, że życie w obcym kraju jest trudne. Wiem, że bariera językowa budzi lęk i poczucie bezradności. Ale proszę – nie czyń swojego dziecka tłumaczem w sprawach dorosłych.
Dziecko nie jest partnerem do rozmów o finansach, chorobach czy problemach małżeńskich.
Dziecko nie powinno negocjować ze szkołą spraw swojego rodzeństwa, mając dostęp do poufnych informacji.
Dziecko nie powinno czuć, że od jego znajomości języka zależy bezpieczeństwo rodzica.
Koszty tego zjawiska są ukryte i nie widać ich od razu. Obejmują osamotnienie Twojego dziecka, jego przyszłe lęki, brak zaufania do świata i ból, którego nie uśmierzą żadne tabletki.
Jeśli potrzebujesz pomocy w załatwieniu spraw – szukaj dorosłych tłumaczy, organizacji pomocowych lub asystentów kulturowych. Pozwól swoim dzieciom być po prostu dziećmi. Nawet największy mały poliglota, nadal pozostaje delikatnym dzieckiem i w świecie emocji wciąż potrzebuje wsparcia mamy i taty. Nie jest gotowy na dźwiganie Twoich ciężarów.
Gabinet
Adres
Office 6F, Regus House, 4 Admiral Way, Sunderland, SR3 3XW
Oraz
Online - Zoom & GoogleMeet
Godziny pracy
Wizyty wyłącznie po wcześniejszym uzgodnieniu e-mailem
