Kto drogi skraca, do domu nie wraca

czyli dlaczego w psychoterapii nie ma dróg na skróty

3/14/20262 min read

Pomysł na napisanie tego postu przyszedł mi do głowy, gdy w jednej z grup społecznościowych przeczytałam pytanie anonimowego użytkownika, a następnie poświęciłam trochę czasu, aby mu na to pytanie składnie odpowiedzieć. Pomyślałam sobie, że to właściwie jest dość uniwersalna ludzka tendencja, aby szukać dróg na skróty, więc czemu tej wiedzy nie upublicznić? Warto, bo w psychoterapii, zgodnie z porzekadłem, "kto drogi skraca, do domu NIE wraca".

Gall Anonim pyta:

"Szukam doświadczonego psychologa, który wyjaśni mi jak moje doświadczenia z dzieciństwa wpływają i sabotują moje relacje i związki. Najlepiej w takim nurcie, gdzie psycholog dużo sam mówi i wyjaśnia, a terapia jest dynamiczna i krótka. Jakiego nurtu mam szukać i jakiego specjalisty?"

PsychoLoszka odpowiada:

Drogi Gallu Anonimie,

Te dwa fragmenty opisujące zakres ("jak moje doświadczenia z dzieciństwa wpływają i sabotują moje relacje i związki") i metodę pracy ("w takim nurcie, gdzie psycholog dużo sam mówi i wyjaśnia, a terapia jest dynamiczna i krótka") można sprowadzić do dwóch powszechnych powiedzeń:"tak, żeby mieć ciastko i zjeść ciastko", tudzież "tak, żeby się nie narobić, a dobrze zarobić".

Zupełnie na serio obawiam się, że się rozczarujesz, bo jeśli coś robimy dogłębnie a zmiana ma być trwała, to:

  • zajmuje to czas. To, co się skopało w relacjach, można naprawić wyłącznie w relacji, a każda relacja - w tym psychoterapeutyczna - wymaga czasu;

  • wymaga to inicjatywy i wysiłku własnego. Przez głębię Twojego świata wewnętrznego nikt Cię nie przeprowadzi w pięciu krokach, że oto, "proszę bardzo, tu ma Pan/ Pani narysowane na algorytmie, dlaczego tak jest, tutaj tutorial, jak zrobić zmianę, dziękuję i następny proszę", bo żeby ktoś poznał faktycznie ten Twój wewnętrzny świat i mapę relacyjną, oraz zrozumiał powiązania, co, kiedy, gdzie, jak i dlaczego się wykoleiło, to musisz mu trochę o sobie pogadać i tą metodą sam(a) będziesz (pod kierownictwem i w towarzystwie) trafiać na różne ciekawe informacje o sobie, żeby składać powoli wspólnie z psychoterapeutą ten obrazek z puzzli; oraz

  • sama wiedza nie załatwia sprawy - wiedza jest pierwszym krokiem. Żeby zaistniała zmiana, musisz wrócić do przeżycia oryginalnego, a potem to samo przeżyć jakoś inaczej w relacji (czyli jeśli cały czas w równaniu mamy takie same liczby i znaki to wyjdzie nam ten sam wynik, gdy zmienimy jedną składową równania, to zmieni się i wynik). Ja to czasem nazywam neologizmem "czuciozrozumieć" - czyli nie "aha, wiem, bo przeczytałem albo mi objaśnili" tylko "poczułem i teraz to już we mnie jest jako pewność".

Reasumując, zadaj sobie pytanie: Czy w tym momencie jesteś gotowy/ gotowa podjąć psychoterapię, decydując się świadomie na wysiłek, lęk i inne nieprzyjemne stany umysłu, jakie się z tym wiążą? W swoim pytaniu próbujesz szukać rozwiązań na skróty, co rodzi we mnie wątpliwość, czy tak faktycznie jest.